anima

 

 

KATARZYNA ZWOLSKA – PŁUSA
Częstochowa

Laureatka Nagrody XIX Światowego Dnia Poezji ustanowionego przez UNESCO.

Urodzona 12 lutego 1986 roku. Publikuje wiersze i prozę w prasie literackiej, między innymi w „Dwutygodniku”, „Migotaniach”, „Fabulariach”, „Szafie”, „Helikopterze”. Pracuje jako tutorka, nauczycielka języka polskiego, etyki, prowadząc również zajęcia literacko-dziennikarskie w Zespole Szkół Artystycznych i Akademickich ALA w Częstochowie. Jest też asystentką profesora na Uniwersytecie Humanistyczno-Przyrodniczym im. Jana Długosza w Częstochowie w Zakładzie Kulturoznawstwa. Współredaktorka Babińca Literackiego. Laureatka Nagrody Literackiej im. Jarosława Zielińskiego ZŁOTA RÓŻA (2018).

 

 

            mosty

jezu, jaki ty masz głos. jak przesypywane z ręki

do ręki metalowe gwiazdki. takie rzeczy dzieją się

tylko w obi, gdy dotykam zakrętek do śrubek

albo miękkich wałków do malowania ścian.

 

nie, to się nie dzieje,

 

kiedy dzieje się w osobnych życiach i regionach,

przy jednoczesnym posiadaniu żon, dzieci, rodziców

kruchych jak styropianowe rozety.

 

a jeśli? a jeśli ktoś zapyta co tu robicie?

bezustannie w cudzych głowach –

czy odpowiesz: budujemy mosty?

 

            bridges

jesus, what kinda voice do you have. like metal stars

tipped from hand to hand. such things happen

only in a diy store, when I touch screw caps

or soft paint rollers.

 

no, it does not happen

 

when it goes on in separate lives and regions,

at the same time as having wives, children, parents

fragile like styrofoam rosettes.

 

what if? what if someone asks what are you doing here?

constantly in other people’s heads –

will you answer: we are building bridges?

 

            ***

istnieją takie spotkania na płaszczyźnie miasta,

gdzie pokrywa asfaltu i chodnika łopocze jak

skrzydełka. czekała przy fast foodzie, mówiła:

jestem 24U, możesz mnie zjeść, wylizać kostki.

 

to przemoc – powiedział –  nic na to nie poradzę,

trzęsą mi się nogi, miasto faluje, kiedy ciebie widzę.

uderzasz we mnie, przychodzę oddać wszystkie

wiersze i świństwa.

 

istnieją takie spotkania na płaszczyźnie miasta i ludzie,

którzy nie widzą 3d. wypłakują oczy, ronią dzieci.

ona mówi – spływaj już, spadaj. mamy nierówno

na powierzchni, tu nic się nie utrzyma jak kwiaty i kioski.

odchodząc, nie zataczaj kręgów.

 

            ***

there are such meetings on the city ground,

where the asphalt and pavement covers flap

like wings. she waited at a fast food place, saying:

i am 24U, you can eat me, lick up my ankles.

 

it’s violence – he said – I cannot help it,

my legs are shaking, the city heaves when I see you.

you strike at me, I come to give away all

the poems and filth.

 

there are such meetings on the city ground and people

who cannot see in 3d. they cry their eyes out, shed children.

she says – scram, get lost. we are on

an uneven surface, nothing here will last like flowers and kiosks.

when going away, don’t go in circles.

                        Tłumaczył Artur Komoter

 

BOHDAN WROCŁAWSKI 

Warszawa. Poeta, pisarz, dramaturg. twórca portalu PISARZE.PL, redaktor naczelny e-dwutygodnika literacko-artystycznego. W 2006 na wniosek Poezji dzisiaj uhonorowany Nagrodą Światowego Dnia Poezji UNESCO. Członek ZAiKS-u. Twórczość wielu poetów prezentowana na łamach „Poezji dzisiaj” jest również przedstawiana na stronach portalu.

 

            Wypalanie trawy

Nie podchodź do mnie

bliżej niż odległość

echa odbitego od polnych kamieni

 

Mój głos nasącza się ich chropowatą strukturą

pejzaż płonie

popieleje niczym

wiosną wypalane trawy

 

ten ogień dotyka mnie

ale nie parzy

nie płonę razem z nim

 

stygnę

obojętnieję

 

siadam na najodleglejszej ławce w parku

czytam poranną gazetę

poprawiam opadające wciąż okulary

karmię gołębie

 

patrzę na młodych ludzi

biegnących ustawicznie do siebie

 

Ich białe wyciągnięte ramiona

oczyszczają krajobraz

 

z najodleglejszych westchnień

 

JACEK JASZCZYK

Dublin 

*   *   *

 

Jeśli dotykasz tego wiersza,

znaczy… żyję.

Serce bije, żyłami wciąż płyną dni.

 

Jeśli widzisz go pod powieką,

znaczy… oddycham…

każdym ruchem twojego istnienia,

twoimi oczami, które są mi potrzebne.

 

Jeśli trzymasz ten wiersz w zakamarkach nocy,

przy lampie zgaszonych gwiazd,

oznacza to, że stworzyłem jedną z nich.

 

I może dlatego czasem spokojnie zasypiam,

na szklistym rydwanie obłoków.

 

 

ELENA KORNIEJEWA
Rosja – Riazań

 

            ***

Wszystkim dla ciebie

Jestem zawsze:

Falą na morzu,

Struną w gitarze.

 

W najgłębszych snach

Rozmawiam z tobą,

Żeby być w nas

Do siebie drogą.

 

Ziemia i ty,

Wczoraj i dziś,

Za jedno nam

Namiętność, świt…

 

Skupienia ognie

I buntu druh.

Żyję tylko w tobie

Wśród zimowych grud.

Im więcej płomieni,

Tym więcej nas w nas,

Snem uwiedzeni –

Odpowiedzi znak.

 

Ja – fala śród morza

I ogień, gdy drży.

Przeznaczeniem moim

Ty.

            Przełożył Aleksander Nawrocki

 

ONDREJ KALAMÁR    

 

            Nagi jak człowiek

 

Wbrew Armaniemu

Gucciemu, Calvinowi Kleinowi

Tommy Hilfingerowi

urodziłem się

 

nagi

jak człowiek

 

A nawet żywy

jak człowiek

i mimo codziennych karnawałów

nikt mnie nigdy nie przebierze

za coś innego

 

Jestem mieszańcem

urodziłem się z kobiety

i mężczyzny jako dziecko ziemi

i właściwie jako buntownik

bo w proteście przeciwko bezsensownemu

zabijaniu

wciąż

                        żyję

 

            Tłumaczyła Monika Kalinowska

 

DMITRIJ RADIONCZYK  
Białoruś – Grodno

      ***

Twój zeszłoroczny śnieg
Ściele się za mną w ślad,            
A mój za tobą krok,

Szarego popiołu lot.

Niedośpiewany twój hymn –
To w uszach gwiżdże wiatr –
Mój równoległy świat,
To tylko krok, by spaść…


I poszedł luty w dal,
Śnieg też posunął się z nim.
Minionych lat jest mi żal,

A jeszcze bardziej – zim...

I kwiecień przyjdzie znów
Marzec opadnie z kart –
Zimna z ciepłem to bój,
Szczęścia bez celu  start.

Tłumaczyła Mira Łuksza

 

VLADAN STAMENKOVIĆ
Serbia – Polska

 

            Konsumpcja

Napisz wiersz

Sobie napisz

i o sobie

Odetchnij

Poczekaj aż wystygnie

 

Powąchaj go z każdej strony

Zajrzyj do niego od góry

po przekątnej

Sprawdź jak wygląda od tyłu

Jaki cień rzuca w świetle dziennym

pod żarówką

 

Zatem go połóż na język

aż zmięknie

Zaciskaj szczęki i żuj swój wiersz

Zmieniaj mu kształt i strukturę

używając języka

zębów i myśli

Tych dopiero napływających

wciąż świeżych

 

Niechaj cię nie zniechęcą

rozkładające się słowa

nieudane i chybione

Zastąp je odporniejszymi

jeśli  konieczne i skradzionymi

Byle szybko

dopóki możesz

Dopóki twoja zmyślona mądrość

nie utknie ci w gardle

bezpowrotnie

 

TATIANA ŻITKOWA  
Łotwa – Ryga

 

            ***

Nie pytaj mnie

Jak się wiersze pisze,

Jak plecie się motyw

Ich z dalekiej dali.

Ja – tylko pianistka,

Kiedy moje słowa

Spod palców zgrabiałych

Wybiegają lekko.

 

Muzykantem jestem.

W tajemniczej zwrotce

Ledwie słysząc dźwięki

Zaraz stroję lirę

I rytm jej w takty,

I świat spod rąk płynie,

Czarodziejska radość

Eterycznych światów.

 

Struna moją duszą

Zadzwoni cichutko

I znów będzie radość

I zesłanie w noc,

I świeżości zapach,

I czyste listowie,

Kiedy zew twój przyjdzie,

Twórca moich wierszy.

            Przełożył Aleksander Nawrocki

 

DOROTA WALCZAK – DELANOIS

            ***

Nie wiedziałam

czy wiedziałam.

 

To będzie trudne

czy nie będzie

wcale.

 

Wychodzenie na ląd

zdobywanie.

 

Ogromne przeciążenia

i te stopy rybie.

 

Teraz już nie jest się

u siebie nigdzie.

 

Nigdy nie mówić

bo to się wydarzy.

 

Jak w baśni Andersena

książę na tej plaży.

 

Jak w teatrze Szekspira

z piany morskiej książę.

 

Nie zdążę się zapomnieć

i nie zdążę dobiec.

 

BENEDYKT KOZIEŁ 

            W otwartym dniu

 

Obudził mnie deszcz

 

w otwartym dniu

wracałem

do jasności

ludzkiego wymiaru

 

czytałem

piłem samogon

malowałem obraz okna

 

świat rozbijał się

w milionach doskonałych kształtów

każdą kroplą deszczu

 

szukałem perspektywy

 

szedłem

między słowem a rzeczywistością

między zrozumieniem a Bogiem

w niemożliwe

 

IV Zachodniopomorska Wiosna Poezji w Resku

Zachodniopomorska Wiosna Poezji to projekt literacko-artystyczny realizowany od 2016 roku przez Związek Literatów Polskich Oddział  w Szczecinie. Istotą tego projektu jest poszukiwanie interesujących, form przekazu współczesnej poezji. Realizacja tego przedsięwzięcia oparta jest zasadniczo o środowiska literackie naszego regionu. Ważnym elementem wspierającym te działania są również instytucje kultury, oświaty oraz media.

Inauguracja tegorocznej (21 marca) Wiosny Poezji (poprzednie odbywały się w Szczecinie i Choszcznie) rozkwitnie nam w Resku, które swoimi działaniami mocnym akcentem zapisało się w ten poetycki projekt. Reska Wiosna Poezji  to ważna konstelacja zachodniopomorskiej wiosny, z uwagi na fakt, że tutejsze działania bardzo dobrze wpisują się w kontekst nowatorskich poszukiwań promocji poezji, ze szczególnym uwzględnieniem przestrzeni publicznej.

Przykładem tych wydarzeń literacko-artystycznych może być: projekcja wierszy poetów zachodniopomorskich, która już od trzech lat odbywa się na murach miejskiego zabytkowego Ratusza. Tym samym to małe miasteczko swoimi działaniami dołączyło do Warszawy, Krakowa, Poznania oraz ostatnio Szczecina. Ale to nie jedyne tego rodzaju działania, należy też wspomnieć plenerowe wystawy wierszy poetów z naszego regionu oraz uczniów z tutejszej szkoły. Realizowane były też impresje filmowe na kanwie wybranych utworów poetyckich, które pokazywano podczas wydarzeń kulturalno-oświatowych również w otwartej przestrzeni.

 

(…)

 

LESZEK DEMBEK

Szczecin

 

 

            Wyznanie poety                           

Poezja – jak diament szuka światła

które jak nadzieja nieustannie  musi kwitnąć

 

dobrym zdaniem jak chlebem chce się dzielić

deszczem liter obmywać strapione  myśli

 

sumienia  pragnie goić metaforą rozgrzeszenia

strofą miłości serca do białego snu kołysać

 

rozpala marzenia jak bajeczne latawce  

nieufność wzbudza  by ocalać piękno

 

snuje nieustającą wiarę na słodkie czereśnie

za horyzontem nieznanej jeszcze nam drogi

 

gotowa z granatem nieskażonej prawdy

rzucać się w obronie słowa bez skazy

 

jeśli poematy jak szpady się krzyżują

to aby ostrzem wyobraźni objawiać perły życia

 

powiedz mi że dzisiejszej nocy

nie zgasną wszystkie na ziemi – wiersze

 

(jeśli tak, zostanę –

 z księżycem jak niebo uśmiechniętym)  

 

Szczecin 12.02.2019 r.

 

DARIUSZ PAWLICKI

Wrocław

 

Przeciw literatom. O literaturze alternatywnej & pisarskiej uczciwości

 

 

      Dopóki nie przeczytałem Dziennika pisanego nocą autorstwa Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, wyraz „literat” traktowałem jako synonim „pisarza”. Tak jak zresztą jest to prezentowane w kolejnych edycjach Słownika języka polskiego wydawanego przez PWN.

Z lektury wspomnianego Dziennika dowiedziałem się jednak, że Herling-Grudziński terminy „literat” i „pisarz” traktował rozdzielnie. Okazało się też, że nie był w tym osamotniony. Przytoczył na przykład fragment tekstu Elsy Morante, w którym ta sprawa została tak oto, zwięźle i jednoznacznie przedstawiona:

 

      „Nie należy mieszać pisarzy z literatami. Dla literatów, jak wiadomo, jedynym tematem    

      ważnym jest, i zawsze była, literatura. Więc muszę tu zaraz ostrzec, że w moim słowniku

      codziennym pisarz (czyli przede wszystkim poeta) jest przeciwieństwem literata. Więcej,

      jedna z możliwych ścisłych definicji pisarza byłaby dla mnie wręcz taka: człowiek,

      któremu na sercu leży wszystko, co się dzieje, z wyjątkiem literatury”.

 

(…)

JAN TULIK    

Poeta czułej metafory. O twórczości Aleksandra Nawrockiego.

Wybór wierszy Aleksandra Nawrockiego „Dom zbudowany w jedną noc”*) jawi się jako literacka osobliwość. To rzeczywiście wybór jego poezji, lecz połączony także z prozą, wyimkami ważnych głosów na temat tej twórczości, wreszcie z niejako autokomentarzem, w rozbudowanej „Nocie biograficznej”.  Tytuł tego zbioru przejęty został z tytułu wiersza autora „Dziewczyny i jastrzębia” i otwiera ten tom – stworzony w postaci sylwicznej, wszak są w nim wspomniane wyżej gatunki literackie, a i życzliwe wypowiedzi o tej twórczości innych autorów. Jego rodzinny dom istotnie powstał w jedną listopadową noc 1935 roku. Poeta zwierza się z tego fascynującego faktu. Nie znam podobnego przypadku – zbudowania domu w jedną noc, w naszym klimacie. Zapewne Aleksander Nawrocki pragnął uczcić pamięć tego wydarzenia, determinacji rodziców. I – skoro tytułem wiersza obdarował całą książkę, możemy przypuszczać, że chciał upamiętnić poprzez opisany tamten fakt swych rodziców, ale i – dziś pewnie anonimowych już – sąsiadów i wszystkich tych, którzy owej historycznej  nocy byli razem, na swój sposób uratowali bliźnich. Nie wiem, jakie ma poczucie poeta Nawrocki, ale myślę, że gdyby nie ten dom „za noc”, on sam nie byłby w tym miejscu, w którym jest teraz; nie sugeruję, że byłoby gorzej, znając jego roztropną rzetelność, lecz chyba jego losy potoczyłyby się innym traktem.

(…)