knigi
anima

 

Drodzy czytelnicy i miłośnicy poezji

 

Nr 124-125

Pochodną Światowych Dni Poezji UNESCO są Festiwale Poezji Słowiańskiej, od r. 2008 organizowane w Warszawie, od pięciu lat także w Londynie. W tym roku  ten w stolicy będzie już X. To spory okres w historii, podczas którego wiele się zdarzyło, nie tylko w świecie, ale i w życiu każdego z nas, wielu odeszło na niebieskie łąki do Wielkiego Manitou, wielu szuka nowych słów do wiecznie tej samej poezji, żeby ją inaczej wyrazić…  Każdy nasz kolejny Festiwal gromadzi indywidualności, krajowe i zagraniczne, Słowian i tłumaczy literatury słowiańskiej, bez których każda literatura byłaby niema poza obrębem języka, w którym została zapisana. Dlatego tłumaczy honorujemy szczególnie. Już dziesięciu, na wniosek naszej Redakcji, otrzymało nagrody pieniężne Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, nie tylko z krajów słowiańskich, ale i z Niemiec, Rumunii, Węgier, Wielkiej Brytanii, etc.,  tym samym poszerzając znajomość naszej literatury w świecie, a jednocześnie,  przez obecność kolejnych zagranicznych  twórców na naszych Festiwalach, uczymy się wiedzy o ich  literaturze.  Zostało też przetłumaczone i wydane wiele książek naszych poetów na języki obce oraz kilka antologii dwujęzycznych w serii MOSTY, m in. Warszawa – Petersburg, Warszawa – Moskwa – Riazań, Warszawa – Grodno, Warszawa – Ateny, Warszawa – Bari, a w  tym roku Warszawa – Ryga oraz Warszawa – Londyn – USA - Wilno. Te antologie to jak 12 apostołów, które idą w świat z naszą poezją, a zostawiają nam swoją. Na tegoroczny Festiwal  oprócz kolejnego, tym razem podwójnego numeru „Poezji dzisiaj”, już 124 -125, wydaliśmy właśnie dwie dwujęzyczne antologie, album ze zdjęciami uczestników poprzednich Festiwali oraz przypomnieliśmy twórczość naszego pierwszego poety o międzynarodowym – swojego czasu –  rozgłosie,  Kazimierza Macieja Sarbiewskiego, uhonorowanego Złotym Wieńcem przez papieża Urbana VIII / pierwsza połowa XVII wieku/ za wiersze w języku łacińskim, które na język polski przełożył ostatnio Ryszard Tarwacki. Zarówno Sarbiewski jak i Tarwacki pochodzą z serca polskiej ziemi, urodzili się bowiem na Mazowszu, jeden od drugiego niespełna o kilkanaście kilometrów. Oprócz poetyckiej gali i rozmów o literaturze, powieziemy naszych gości w kraj,  na tzw. wycieczki poetyckie, podczas których poznają nie tylko nowe środowiska literackie, ale i obyczaje innych regionów oraz  ich geograficzną urodę.

Aleksander Nawrocki

 

ANDRZEJ WALTER

Popcorn zabłąkanych słów

rzecz o poezji wolności absolutnej...
i tęsknocie w epoce Chaosu

Dla poezji czasy są dobre. Nie, nie zwariowałem. Poezja rodzi się dziś pod strzechą. Rodzi się na kamieniu, na pniu i w zasadzie w Polsce – wszędzie. Poezję pisze niezliczona liczba naszych rodaków – jedni do kufrów i szuflad, inni mają odwagę bardziej ją upubliczniać, a jeszcze inni decydują się wręcz na szaleńczy krok jej wydania. Każdy, kto dziś wydaje poezję, wyrzuca pieniądze w błoto. W sensie ekonomicznym. Czy jednocześnie wyrzuca też w błoto wartości? Czy nie należy tak czynić wbrew zdrowemu rozsądkowi? To zupełnie inny temat. Sądzę jednak, że trzeba. Jeśli mamy tu przetrwać jako ludzki... gatunek.

Spróbujmy tedy ogarnąć jakąś Jej całość, uchwycić Jej zasadę, opanować choćby jakieś podstawowe i śladowe elementy całości,  jaką stanowi współczesna polska poezja. Tyle, że jest to niemożliwe. Nierealne. Jednoznacznie i absolutnie niewykonalne. Dlaczego? Bo poezja... stała się absolutnie wolna... Jest wolna dziś w zasadzie całkowicie, wolnością szaleńczą, brawurową i absolutną. Jest wolna od czytelnika, krytyka, od wydawcy i instytucji, aż wreszcie wolna, aż po horyzont wolna, nawet wolna od samej siebie – od poezji jako takiej, pełnej metafor, pełnej ukrytych sensów, gdyż naśladując i czerpiąc z potocznego, skrótowego języka współczesności podąża w coraz to dziwniejsze rejony ekspresji i wyrazu. Epokowym jest już chyba ujęcie krytyka literackiego Leszka Żulińskiego, określającego współczesną poezję  jako proezję. Tak bowiem dalece się sprozaizowaliśmy, że nawet poezję piszemy prozą. A i czasy, jako czasy skondensowane, spowodowały kondensację poezji – do haseł, komunikatów... bo ja wiem, czego jeszcze. Przestaliśmy nad tym panować.

Do tego też – przy wolności ekonomicznej oraz wydawniczej poezja ogromnie się zdemokratyzowała i siłą rzeczy wielce rozproszyła. Jednym słowem popadła jednocześnie – w wolność absolutną oraz tożsamy, ogromny i gigantyczny chaos. Poezja jest w każdej gminie, wsi, w każdym miasteczku, mieście i w każdej mieścinie, prawie w każdej lokalnej społeczności i na każdym kroku. To dobrze czy źle? Nie wiemy, lecz jedno jest pewne – ogarnąć się całościowo tego nie da. Przy tym, rzecz jasna, poezja ta nie trafia pod strzechy, nie trafia do adresata, czyli odbiorcy – nie trafia nigdzie. Wieczory autorskie, to wieczory samych piszących plus kilku znajomych, względnie wyrozumiała rodzina.

Przyczyna jest pozornie prosta. Od strony czytelnika – nazwijmy odważnie – intelektualnie uwstecznionego – poezja jest zwyczajnie – za trudna. Przecież on (ten czytelnik literatury glamour, czytelnik papki lekkiej, łatwej i przyjemnej) nic z tego nie rozumie, on rozumie przekaz praktyczny, pragmatyczny, jasny i realny ... A od strony literackiej... (co jest pochodną rynku czytelnika, akcja rodzi reakcję – spadek zapotrzebowania urodził ten marazm poezji oferowanej – choć paradoksalnie ta oferta jest już dziś gigantyczna) Otóż... nie ma już przecież żadnych: zasad, reguł, formacji, grup poetyckich, nie ma już żadnego klucza do zdefiniowania zjawiska. Wszystko uległo atrofii, rozproszeniu, swobodnemu rozprzestrzenieniu. Nie ma żadnego porządku. Jest chaos. Można by określić ów czas, czas, w jakim przyszło nam i żyć i tworzyć jako czas chaosu – stąd też i poezja jest poezją chaosu. A skąd ów chaos?


 

MKDN

Druk "POEZJI dzisiaj" w wersji papierowej dofinansowano ze Środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.