knigi
anima

Drodzy czytelnicy i miłośnicy poezji

Nr 66-67

Kolejny już VIII Światowy Dzień Poezji, po prawie 100 dniach trwania przeszedł do historii. Na jego inaugurację 10 kwietnia do Domu Literatury przyszło ok. 300 osób, w tym dużo młodzieży ze szkół warszawskich i podwarszawskich. Ponieważ były przypadki, że niektóre dyrektorki nie zgodziły się na obecność swoich wychowanków w święcie żywej, nie podręcznikowej poezji, ci „zerwali się” z lekcji i w galowych strojach przez cały dzień uczestniczyli w kolejnych progra-mach poetyckich – z najwyższym skupieniem. Poznawali poezję w interpretacji aktorów i autorów, oglądali twórców, a nie martwe książki i mogli porównywać swoje pisanie z pisaniem mistrzów, oswajali się z aktualnym językiem poetyckim. Zdobyli cenne doświadczenia w aktualizacji artystycznego słowa, które przecież rządzi światem i pomaga docierać ludziom do siebie. Tej wiedzy na pewno nie zdobyliby u swoich skądinąd zacnych pań polonistek, których smak poetycki zatrzymał się na etapie Adama Asnyka i Marii Konopnickiej, w swoim czasie zresztą twórców ważnych, popularnych i potrzebnych.
Imprezę otwarła „Oda do radości” i występy Zespołu „Kadzidło” (kontynuowane potem na gościnnej scenie Muzeum Niepodległości, gdzie odbyła się także prezentacja wierszy polskich poetów współczesnych) oraz poetyckie słowa Andrzeja Bartyńskiego z Wrocławia, ubiegłorocznego laureata Nagrody Ministra Kultury. Następnie tradycyjnie już zostały wręczone nagrody Światowego Dnia Poezji i LAUR Polskiego Komitetu ds. UNESCO, który w tym roku, w postaci wydanej laureatowi książki jego własnych wierszy w języku polskim i angielskim otrzymał z rąk Sławomira Ratajskiego, Sekretarza Generalnego PK ds.UNESCO, Adam Lizakowski, poeta polski od 28 lat mieszkający w USA.
Światowe Dni Poezji są również promocją młodych twórców, czyli niedalekiej zmiany warty, mimo niechęci dotychczasowych wartowników, stojących na straży swojej, nierzadko wyimaginowanej, wielkości. W tym roku zaprezentowano grupę poetycką LITERATORIUM  z Ostrołęki, a należącego do niej Karola Samsela uhonorowano Nagrodą VIII Światowego Dnia Poezji w kategorii „Interesujący młodzi twórcy”. Nagrodzono także Beatę Jankiewicz z Instytutu Adama Mickiewicza, pracującą na rzecz lepszego poznania się dwóch kultur, polskiej i rosyjskiej.
Odbyły się też spotkania z redakcjami pism literackich, „Akcentu” z Lublina oraz z „Ciechanowskimi Zeszytami Literackimi”, żeby dotychczasową ich działalność ukazać na forum międzynarodowym, a wieczorem wiersze swoje czytali poeci zagraniczni, m.in. z Grecji, Italii, Węgier, Czech i z Ukrainy (poeci ukraińscy byli gośćmi honorowymi tegorocznej imprezy).
Na uwagę zasługuje odnotowanie Międzynarodowej Sesji Literackiej, poświęconej twórczości Zbigniewa Herberta. Wzięli w niej udział jako referenci twórcy z Polski, Ukrainy, Czech i USA. Zebrani podkreślali, że były to wystąpienia nie w żargonie naukowym, lecz kompetentne rozmowy poetów o poecie, które wzbudziły duże zainteresowanie obecnych, ze środowisk artystycznych, naukowych oraz miłośników twórczości Herberta. Sala pękała w szwach i mimo że spóźnieni musieli stać, nikt nie wychodził.
Popularnością cieszył się też jeden z punktów programu „Poeci poetom czytają wiersze”. W tym roku najbardziej podobały się wiersze węgierskie.
Spotkania autorskie poetów polskich i zagranicznych odbywały się w bibliotekach (m. in. na Mokotowie, Woli, w Śródmieściu, Piasecznie, Ciechanowie), w Domach Kultury (Piastów, Żyrardów, Ciechanów), muzeach (m.in. w Muzeum Nałkowskich w Wołominie), a także w liceach
i Ośrodkach Kultury zagranicznej. Przedłużeniem imprezy był konkurs recytatorski w Szkole Podstawowej i Gimnazjum w Ossowie, gdzie dyrektorką jest Elżbieta Kozłowska, od lat zaprzyjaźniająca młodzież z literaturą współczesną. Goście Światowego Dnia Poezji uczestniczyli też w XX Festiwalu Poezji, organizowanym przez XIV LO im. S. Staszica w Warszawie, dla uczniów szkół średnich piszących wiersze.
Od kilku już lat Światowe Dni Poezji odbywają się także na Wileńszczyźnie: w tym roku w Trokach, Miednikach oraz Domu Polskim w Wilnie. Spotkania, zwłaszcza z tamtejszą młodzieżą szkolną, zawsze wzruszają. Jak ona pięknie tańczy poloneza, ileż zna polskich pieśni i wierszy, z jakim przejęciem je wykonuje. Pisze też wiersze. Dlatego spotkania z redakcją „Poezji dzisiaj” zawsze są dla niej ważne, m. in. ze względu na prowa-dzone przez Pismo warsztaty literackie oraz nagradzanie drukiem wierszy, w których już można dostrzec okruchy poezji.

                                                                                                                     

W trakcie trwania VIII Światowego Dnia Poezji otrzymałem z Warny zaproszenie na Festiwal Poezji Słowiańskiej. W Bułgarii ostatni raz byłem pod koniec roku 1987. Przetłumaczyłem wtedy kilkanaście wierszy poetów bułgarskich, napisałem parę własnych związanych z wrażeniami z tego kraju, a po powrocie powieść „Cień jego anioła”, do której pomysł powstał po pobycie w Baczkowskim monasterze. I oto po przeszło 20 latach znalazłem się znów w kraju, którego wielu wybitnych poetów znałem, przyjaźniłem się z nimi, przeprowadzałem wywiady, drukowałem ich wiersze u siebie, a oni moje też u siebie. Odebrała  mnie z lotniska w Warnie główna organizatorka Festiwalu, Ełka Niagołowa, dobrze już po północy i od niej dowiedziałem się, że jeden z najwybitniejszych poetów, Iwajło Bałabanow, po wylewie nie mówi, nie chodzi, jedynie jeszcze słyszy i widzi. A jest młodszy ode mnie o 6 lat.
Zamieszkałem w hotelu nad Morzem Czarnym, wraz z poetami z Rosji, Rygi, Ukrainy, Macedonii, Serbii, Chorwacji i Słowenii. Od razu połączyła nas słowiańska bezpośredniość i serdeczność, a spoiwem do rozmów był język rosyjski, bo z Serbami i Chorwatami nie dało się ina-czej, a rozmawiać po angielsku czy niemiecku nie wypadało. Festiwal trwał 7 dni, świetnie zorganizowany. Na wszystko był czas: na dyskusje o słowiańskiej literaturze, którą my, Słowianie, coraz mniej znamy, na czytanie i wzajemne przekładnie wierszy, na słuchanie cerkiewnej muzyki i bicie cerkiewnych dzwonów, uczestniczenie w zbiorowym czytaniu wierszy przed bułgarską publicznością, bo pojedyncze spotkania autorskie nie mają tam tradycji, na wspaniałą wycieczkę do Burgas, gdzie podej-mowała nas poetyckim spotkaniem, a potem bałkańską kolacją Kalina Telianowa, wybitna poetka i piękna kobieta. Na spotkaniu duża sala była pełna osób w różnym wieku, które potem otoczyły nas już na prywatnych rozmowach, a jedna z pań wręczyła mi tom wierszy ks. Jana Twardowskiego w przekładzie na bułgarski Dimitriny Lau – Bukowskiej, swojego czasu żony Jacka Bukowskiego, tłumacza literatury bułgarskiej, która mieszkając długi czas w Warszawie zwracała uwagę prawie każdego mężczyzny swą niecodzienna urodą. W spotkaniu uczestniczyło nas czworo autorów: Władymir Masałow – poeta i dyplomata z Moskwy, Ruźica Cindori z Chorwacji, Milan Orlić z Serbii i ja. Tylko w rozmowie z Ruźicą, którą ja nazwałem Kwieticą, trzeba było posługiwać się językiem międzynarodowym, z pozostałymi szło mi dobrze po słowiańsku, czyli każdy mówił w swoim języku, a w razie trudności w precyzyjnym rozumieniu się, schodziliśmy na rosyjski.
Wiersze słowiańscy poeci piszą raczej długie i jak to poeci, podczas zbiorowego czytania chętnie prezentowali się wielostronnie, czyli po kilka wierszy każdy. Tak było też podczas międzynarodowego konkursu na najlepszy wiersz. Odpuściłem go sobie, czyli przeczytałem wiersz ośmiolinijkowy i zdziwienie moje nie miało granic, gdy znalazłem się w trójce nagrodzonych, a typowało jury międzynarodowe. Największym jednak zaskoczeniem było wręczenie mi Głównej Nagrody Festiwalu za cało-kształt twórczości własnej i promowanie poezji słowiańskiej w Polsce (patrz m. in. „Poezja dzisiaj” nr 6, 9/10, 60/61, 64/65). Taka nagroda zo-bowiązuje, dlatego najbliższy numer „Poezji dzisiaj” poświęcony będzie prezentacji kilkunastu poetów bułgarskich.
W Bułgarii jest dobry obyczaj podejmowania poetów przez mera miejscowości, w której odbywa się impreza. Dlatego w Warnie podejmował nas jej mer, a w Dobricze, gdzie na spotkanie z poetami przyszło ponad 150 osób, pani mer, o znajomo brzmiącym nazwisku Detelina (Dzięcielina, ta z inwokacji w „Panu Tadeuszu”), kobieta młoda i atrakcyjna, umiejąca rozmawiać o poezji, chociaż ma wykształcenie ekonomiczne.
Przed wyjazdem Ełka, którą z szacunku dla jej talentu poetyckiego i organizacyjnego postanowiłem nazywać Madame Elizabet, wraz z mężem Walerijem – wybitnym plastykiem o międzynarodowej sławie, zaprosili mnie na swoją działkę, niedaleko Albeny. Mają na niej stylowy dom, przerobiony z chłopskiej chaty, usytuowany na stoku wzgórza, otoczony kamiennym płotem, z widokiem na zielone góry, które jesienią zamieniają się w tęczę barw. A ponieważ ziemia tu jeszcze tania, więc na gwałt wykupują ją Anglicy i inni z Zachodu, stawiając okazałe wille, które obrażają naturalne piękno krajobrazu.
I jeszcze jedno. Na Festiwalu  poznałem wspaniałego konsula, ale nie naszego, rosyjskiego, który duszą i sercem był cały czas z poetami, i dwukrotnie gościł nas w konsulacie rosyjskim na bardzo interesujących programach artystycznych. Nazywa się Anatolij Szczełkunow. To on pierwszy pogratulował mi Międzynarodowej Nagrody Festiwalu Poetów Słowiańskich (nasz konsul, podobno kobieta, wyjechał akurat wtedy na weekend).
Do kraju, mimo nagród, wróciłem jeszcze skromniejszy. Nie wiem, co czują nasi tutaj wielcy, kiedy za granicą od swych kolegów dowiadują się, że ze współczesnych poetów polskich w świecie znani są: Czesław Miłosz, Wisława Szymborska, Tadeusz Różewicz, Zbigniew Herbert, Konstanty Ildefons Gałczyński i ks. Jan Twardowski, czyli sześcioro wspaniałych. Ja cieszę się, że aż sześciu. I że w tym międzynarodowym tłoku uznanie znalazła moja twórczość, z którą w kraju przed nikim się przecież nie obnoszę.
A teraz pozwalam sobie przedstawić Państwu dwa swoje wiersze: pierwszy, „Zorianie”, nagrodzony, drugi „Maja”, uwiódł psychikę kobiet, nie tylko poetek.

Aleksander Nawrocki

spis treści