knigi
anima

Drodzy czytelnicy i miłośnicy poezji

Nr 68-69

Numer 68/69 naszego Pisma  w całości poświęcamy I Festiwalowi Poezji Słowiańskiej. Po roku 1989 upowszechniła się nam moda  na literaturę głównie amerykańską, z której nawet utwory trzeciorzędne są lansowane jako godne uwagi i znajdują czytelników. A Słowianie, podobno najliczniejsza grupa językowa w świecie, coraz mniej wiedzą o sobie. Jeszcze niedawno budząca duże zainteresowanie nie tylko w krajach ościennych literatura polska, a także film i plastyka, dały się zepchnąć na szary koniec i skazać na prawie skuteczną nieobecność poza granicami. Również coraz mniej wiemy o literaturze naszych słowiańskich sąsiadów. I nikogo z czynników administrujących  naszą kulturą  to nie obchodzi. Zajmują się nie wiadomo czym i kim, ale na pewno nie alarmującym stanem np. polskiego czytelnictwa i polskiej książki, zamykają szczelnie drzwi przed kontaktami ze środowiskami literackimi, nie uczestniczą w ważnych wydarzeniach literackich, bo nie ma na nich bankietów i modnych gwiazdeczek. Manipulując dotacjami próbują niszczyć dotychczasowe cykliczne wydarzenia literackie inwestując za to w nowe, nie zawsze udane. Literaturę zaczyna oceniać się poprzez politykę i stało się to już kanonem nawet wśród twórców. Natomiast brakuje rzetelnej polityki kulturalnej, budującej mosty między twórcą a czytelnikiem, upowszechniającej polską literaturę poza granicami i zagraniczną, w tym najbliższych sąsiadów, Słowian, w Polsce, a jeśli ktoś zaczyna to robić, wali go się skutecznie po łapach, nie wspiera dotacją i nie zauważa jego wysiłków. Poza tym np. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie wypracowało dotąd żadnych relacji między np. mediami a twórcą zajmującym się literaturą, zapomniało o trosce o czystość języka, a wszelkie, kierowane do siebie pisma w tej sprawie pozostawia bez odpowiedzi, samo lepiej wiedząc co robi, tylko że my nie wiemy o tym, a gdy chcemy, zamyka się nam drzwi przed nosem, albo odsyła do osób, które mają tylko dobre chęci, bez uprawnień decyzyjnych.
 My, twórcy, sami tego na razie nie zmienimy, ale mimo to spróbujmy działać w ramach naszych możliwości. Są wśród nas redaktorzy pism literackich, wydawcy, pracownicy naukowi. I każdy z nas ma swoją wizję upowszechniania dobrej kultury, atrakcyjnej literatury. Wielu z nas wie, że model karmienia po r. 1990 społeczeństwa wątpliwej jakości rozrywkami, tylko rozrywkami, nie sprawdza się. Spotykając się i rozmawiając o tym w naszym gronie, słowiańskim, możemy wymienić doświadczenia i zastanowić się nad leczeniem tej niewątpliwie chorej sytuacji w kulturze naszych narodów. Wiem, że w Polsce słowiańskość, słowiańszczyzna, mają znaczenie dwuznaczne, z przechyłem na rusofilstwo, bo idee słowiańskości w II połowie XIX wieku władze rosyjskie wykorzystywały do rusyfikacji. Dziś nie musimy być rusofobami, natomiast powinniśmy wykorzystywać kulturową atrakcyjność każdego z państw słowiańskich do wzbogacania własnych kultur.
I Festiwal Poezji Słowiańskiej rozpoczynamy sesją na temat Znajomość literatury słowiańskiej wśród Słowian, w której pierwsza zabierze głos Pani prof. Halina Janaszek-Ivaničková i zapozna nas ze swymi niezwykle interesującymi przemyśleniami o słowiańskich literaturach w procesie transformacji. Natomiast goście zagraniczni poinformują, co dzieje się w ich literaturach oraz jakie jest obecnie zainteresowanie literaturą polską w ich krajach. Będziemy też mówić o tym co należy robić, żeby się na nowo sobie przypomnieć.

Wychodzi na to, że twórcy po r. 1990 dali się zniewolić politykom, przed czym wcześniej dość skutecznie bronili się, i ich sezonowym programom. Nie mają też odwagi protestować w obawie, że władza, czy minister kultury, zapamiętają i nie dadzą stypendium, dotacji, czy nagrody. Tymczasem codziennie media karmią nas wiedzą np. o poczynaniach Łukaszenki na Białorusi, czy o polityce Putina, podczas gdy my wolelibyśmy wiedzieć, jaka jest dzisiaj literatura białoruska i rosyjska, bo z naszej świadomości znika ta wiedza, podobnie jak o literaturze np. bułgarskiej, słowackiej, czeskiej, byłej Jugosławii. Nie mamy też pojęcia, że za Odrą istnieją jeszcze Serbołużyczanie i też jeszcze mają swoją literaturę. Póki co nie ma w nas słowiańskiej solidarności, natomiast więcej, zwłaszcza w polityce, słowiańskiego zacietrzewienia i kompleksów, wypierania się własnych tradycji, brak dbałości o czystość języka, nieumiejętność lansowania wśród Słowian dorobku słowiańskich kultur. Szwejk wychodził na swoje wypełniając odwrotnie rozkazy dowódców, nie-Czechów, my, Polacy, aż nadto dobrze podłączamy się pod cudze komendy i gorliwie je wykonujemy. Przyjęliśmy tylko jedną opcję kultury, na razie bezkrytycznie, zachodnią i dlatego, choć jest nas dużo na  Zachodzie fizycznie, przestajemy być dla  Zachodu atrakcyjni artystycznie.

Aleksander Nawrocki

spis treści