knigi
anima

 

Drodzy czytelnicy i miłośnicy poezji

 

Nr 72

Przekazujemy Państwu numer „Poezji dzisiaj”, poświęcony 2 wybitnym twórcom:Juliuszowi Słowackiemu, w 200-lecie urodzin oraz Antoniemu Malczewskiemu twórcy „Marii”. Należą oni do tzw. romantycznej szkoły ukraińsko-polskiej, w odróżnieniu od szkoły litewskiej. (Jak bowiem twierdzą wybitni znawcy przedmiotu, romantyzm litewski był wtórny – jako odbicie romantyzmu zachodnioeuropejskiego).

Zdarzają się poeci zbyt wielcy, żeby docenić ich kiedykolwiek. Leniwy bowiem, według Słowackiego, duch woli chodzić wydeptanymi ścieżkami sztuki, a przyswaja rzeczy dla wszystkich oczywiste, najlepiej z posmakiem skandalu, bądź obowiązującej aktualnie mody.

Byron w tamtych czasach nie narzekał na brak rozgłosu, miał go nawet za dużo, bo skandalizował, żył z przyrodnią, zamężną i dzieciatą, siostrą Augustą, lekceważył lordowskie obyczaje, jedną nogę miał krótszą, Przepłynął wpław Hellespont i wziął udział w powstaniu Greków przeciwko Turkom o wyzwolenie narodowe, skąd do skłóconej z nim ojczyzny powrócił w trumnie. Podobnie dobry medialnie życiorys miał Adam
Mickiewicz. Za patriotyzm zesłano go do Rosji (nieważne, że źle tam nie miał), wcześniej nie chciała go hrabianka, Maryla Wereszczakówna, potem powetował to sobie w ramionach rosyjskich, również utytułowanych, piękności, następnie udało mu się uciec z Rosji, legalnie i dzięki listowi polecającemu Marii Szymanowskiej, wybitnej wówczas pianistki, przyjął go Goethe, potem chciał wziąć udział w powstaniu listopadowym, do wybuchu którego wcześniej zachęcał, ale szczęśliwie nie zdążył, bo na dobre utknął w gościnnych domach poznańskiej arystokracji i ramionach arystokratek, uznał oszusta na carskim żołdzie za proroka, który kazał mu zamówić mszę za duszę brata cara Aleksandra I i wysłać list pojednawczy do brata cara Mikołaja I i wszystko to poeta wykonał, następnie wykładał literaturę słowiańską w College de France, skąd go wyrzucono za „pracę” niezgodną z umową (zaczął ex cathedra szerzyć Towianizm), jego skomplikowane życie miało wpływ na rozwój choroby psychicznej żony (córki Marii Szymanowskiej), w r. 1848, podczas Wiosny Ludów pojechał do Rzymu, założył kilkuosobowy legion do walki za wolność waszą i naszą, nieważne, że legion niebawem się rozszedł, na audiencji pogroził papieżowi rewolucją, otoczony „współczującymi mu kobietami” stracił żonę i po jej śmierci, zostawiwszy gromadkę swoich dzieci wyjechał do Konstantynopola z zamiarem sformułowania legionu, który wziąłby udział w wojnie krymskiej przeciwko Rosji. Tam zmarł na cholerę, albo otruty przez carski wywiad, jak sugerują niektórzy.

Słowacki takich życiorysów nie miał. Był synem profesora, następnie pasierbem też profesora. Biedy nie klepał, bo ojciec zapisał mu w testamencie sporą kwotę pieniędzy, nie ogromną, ale wystarczającą na wykształcenie, a potem utrzymywanie się z niej przez całe, niedługie, życie. Ponieważ Słowacki był wszechstronnie uzdolniony, więc przesyłane mu przez matkę pieniądze pomnażał grą na giełdzie i za swoje wydawał sobie książki. Starczało też na należyte ubieranie się i odpowiednie stołowanie oraz opłacanie wynajmowanych pokoi. Kobiety go chciały, ale on ich nie, chyba że starsze i bogatsze, i najczęściej po przejściach. Ale to jeszcze nie powód do rozgłosu. Zastrzelić też nikt go nie zastrzelił, bo się bano jego odwagi, mimo że postury był mikrej. Jeździł bez rozgłosu po Europie, potem, również za własne pieniądze, na Bliski Wschód, żeby zobaczyć grób Chrystusa, wcześniej był w Grecji, ale już spokojnej, więc w Grobie Agamemnona udzielił jedynie reprymendy własnej ojczyźnie, bardzo trafnie wypunktowując jej historyczne wady, które doprowadziły ją do politycznego unicestwienia. I cóż w tym wszystkim było interesującego?
W dodatku interesował się jeszcze nauką, nowinkami wynalazczymi, a to naszej emigracji, nawet tej arystokratycznej wcale nie „kręciło”. Należał do ludzi oczytanych, mądrych, był złośliwym samotnikiem, talentem przerastającym swoją epokę i współbraci w niedoli, których, słusznie, lekceważył, bo przegrani w powstaniu, myśleli dalej o wojaczce, a nie nauce i myśleniu o normalnej przyszłości. Umarł co prawda młodo, na pospolitą wówczas gruźlicę, ale w łóżku. Nie zostawił po sobie ani dzieci, ani żony, tylko książki i mnóstwo rękopisów, z którymi zawsze jest kłopot: spalić, wyrzucić, czy może jednak niech leżą gdzieś w kącie, aż się zobaczy. Oto losy najwybitniejszego z wybitnych mistrzów słowa.

A jak było z Malczewskim, że ledwie go dziś pamiętamy i to wcale nie pamięcią zbiorową. Przystojny, umiał się awanturować, ale nie miał szczęścia ani w pojedynkach, ani wśród kobiet. Arystokratki go nie chciały, natomiast, na jego nieszczęście, przejąwszy się w Paryżu modnym wówczas mesmeryzmem, po powrocie na Ukrainę zaczął nim leczyć pewną rozhisterowaną ziemiankę (histeria zapewne z nudów) i udało mu się ją tak wyleczyć, że porzuciwszy męża i dzieci przylgnęła do niego na całe życie, razem ze swoją zazdrością, że nawet z pracy, gdzie przebywali sami mężczyźni, wyciągała go i kazała przebywać tylko ze sobą. W takiej sytuacji znajdując się, utracił pracę, zmarł z głodu i na raka w wieku Chrystusowym i w parę lat potem nawet grobu poety nikt nie potrafił odnaleźć. A talentem obdarzony był wybitnym.

Żeby jednak nie mieli Państwo, być może niektórzy, do mnie żalu, że tak lekkim językiem piszę o twórcach niezwykłych, którzy gdyby np. pisali po angielsku, to cały świat by się dzisiaj od nich uczył, tedy obszernie zacytuję wstęp swój sprzed dziesięciu lat, również do numeru poświęconemu, w całości, Juliuszowi Słowackiemu:

 

„W obecnym numerze naszego Pisma postanowiliśmy, przynajmniej częściowo, przypomnieć Państwu sylwetkę twórczą wyrafinowanego mistrza języka, Juliusza Słowackiego, naszym zdaniem największego artysty formy w dziejach poezji. Zaczynał jako autor wierszy już dojrzałych warsztatowo, dojrzalszych od poetyzowań Filomatów. Jego styl jest od razu elegancki, literacki – w dobrym tego znaczeniu słowa, w odróżnieniu np. od Mickiewicza, który przez całe twórcze życie bywał językowym prowincjuszem. Jednak językowi Słowackiego, mimo bardziej współczesnego słownictwa, brakuje soczystości języka Mickiewicza i jasności jego formułowań. Myśl Mickiewicza jest naga, Słowackiego ukrywa się w różach, zorzach, kaskadach, koralach, tiulach, etc. Obrazy Mickiewicza są rzeczowe, niekiedy na krawędzi pospolitości i banału. Słowackiego – wysmakowane uduchowione, będące bardziej „przeczuciem kształtu” i „koroną zamyśleń”; mniej w nich życia, więcej ducha. Słowacki pisze językiem sugestii, alegorii, jego cierpienie jest zawsze udrapowane, miłość – oniryczna...

Ważność Słowackiego nie ogranicza się tylko do mistrzostwa formy. Był on również myślicielem, świetnym i ostrym polemistą, patriotą – krytycznym i demokratą, trzeźwym, o trafnych sądach. Poza tym samotnym, jako człowiek i jako poeta. Z kręgu rodziny, przyjaciół, warunków niemal cieplarnianych, trafił od razu do wielkiego świata, Europy, której nic jego poezja nie obchodziła i do dzisiaj nie obchodzi, a polska emigracja miała wtedy inne gusta i inny światopogląd.”

 

Począwszy od tego numeru, przy „Poezji dzisiaj” będzie wychodził suplement Biblioteka „Poezji dzisiaj” – wiersze poetów współczesnych. Na „pierwszy ogień” daję swoje „Dedykacje” (ostatnią książkę wydałem w r. 1992). Oczekuję propozycji od poetów (ok. 64 – 80 stron).

                                                       

 Aleksander Nawrocki

spis treści