knigi
anima

 

Drodzy czytelnicy i miłośnicy poezji

 

Nr 74

Połowa marca br. – Kongres Poezji Arabskiej w Kairze, połowa kwietnia – IX Światowy Dzień Poezji w Warszawie, w tym roku poszerzony nie tylko o imprezy na Wileńszczyźnie, ale i o poetyckie wizyty na Łotwie: w Daugavpils i w Rydze, trzecia dekada maja – Festiwal Poezji Słowiańskiej w Warnie (Bułgaria), pierwsza dekada czerwca – Puszkinowskie Dni Literatury w Moskwie i Twerze, trzecia dekada sierpnia – Wieczory Poezji w Strudze (Macedonia), początek września – obchody 200 rocznicy urodzin Juliusza Słowackiego w Polsce i w Krzemieńcu. Potem Warszawska Jesień Poezji, a zaraz po niej II Festiwal Poezji Słowiańskiej. To tylko część z wymienionych imprez, krajowych i międzynarodowych. Powiecie, że dużo. I tak i nie. Bo to przecież święta naszej wyobraźni, a tych nigdy nie za wiele – tajemnic, które zapraszają do rozmowy. Jestem pod wrażeniem Kongresu Poezji Arabskiej w Kairze. Tam poezję traktuje się jak rozmowę z Bogiem, w dodatku nikt się nie upija. Na poezję czekają również mieszkańcy Wileńszczyzny, w tym młodzież szkolna, a coraz jej mniej: do szkół na 700 uczniów uczęszcza poniżej 300, ale za to 80 % studiuje potem na wyższych uczelniach. Z jakim oddaniem uczniowie w szkołach, które odwiedziliśmy, recytują  wiersze, tańczą poezję, śpiewają polskie pieśni. A przecież warunki mają wcale nie lepsze od naszej młodzieży. Na Wileńszczyźnie przebywałem razem z Juliuszem Erazmem Bolkiem. Po spotkaniach z poezją słowa chodziliśmy na spotkania z poezją architektury tego miasta. Zakochaliśmy się obaj we wnętrzach Uniwersytetu im. Stefana Batorego, tajemniczych zakamarkach jego murów, freskach na ścianach i korytarzowych labiryntach. Zapadły  mi także w pamięć spotkania z rodakami na Łotwie, przeważnie w języku rosyjskim ale starają się repolonizować, posyłają dzieci do polskich szkół, których w samej Rydze jest pięć, w każdej ponad 200 uczniów.
W siedzibie Związku Polaków na Łotwie jeden z jego nestorów, mówiący po rosyjsku, z dumą pokazał mi pracę dyplomową, pisaną w języku niemieckim, przez Ignacego Mościckiego, którą znalazł na śmietniku. Podarował mi też książkę w języku łotewskim o pracownikach naukowych na Politechnice w Rydze w latach 1862-1919, wśród których wielu było polskiego pochodzenia. W latach 1911-1914 studentem Politechniki był Władysław Anders, o czym przypomina tablica pamiątkowa na jednej ze ścian tejże byłej już Politechniki, przekształconej obecnie na Uniwersytet Ryski, w którym odbyło się wzruszające spotkanie z poezją, w tym również polską, w związku z moją tam obecnością, na okoliczność rocznicy zdobycia Monte Cassino. Zapamiętałem występ młodej poetki, Ludwiki Ignatowej, również skrzypaczki i śpiewaczki, studentki Akademii Muzycznej oraz prawa na Akademii Policyjnej, a także koncerty poetyckie z akcentem patriotycznym, w wykonaniu panów dobrze po 40, ale o pięknych czystych głosach. Poetów wśród Polaków jest sporo, ale wiersze piszą w języku rosyjskim. Do polskich korzeni przyznaje się chętnie także wielu osiadłych tam Rosjan. Moim cicerone po Łotwie był Marat Kalandarov, z pochodzenia Uzbek, świetny organizator życia literackiego nie tylko na Łotwie. Jest on prezesem Międzynarodowego Stowarzyszenia Autorów i Publicystów z siedzibą w Rydze i filiami w Paryżu, Nowym Jorku, Wilnie, Moskwie, współtwórcą Słowiańskiej Akademii Literatury, wydawcą czasopism literackich i wielu książek, które rozsyła do 40 krajów, ponadto świetnym prozaikiem, dziennikarzem i jak na artystę, bardzo życzliwym człowiekiem. Ożeniony z Łotyszką wrósł w kulturę i tradycję tego kraju.
Marat był moim przewodnikiem nie tylko w środowisku literackim Rygi ale również po starówce tego miasta, architektonicznie niepowtarzalnej, zwłaszcza z wieży kościoła św. Piotra, dokąd powiozła nas dyrektorka muzeum tego kościoła i zarazem poetka, Marianna Ozolina, która akcentowała swoje polskie korzenie i związki z Polską.
Jestem także pod wrażeniem Festiwalu Poezji Słowiańskiej w Warnie, w tym roku organizowanego po raz trzeci. Głównym sponsorem i mecenasem imprezy był mer tego miasta, Kirył Jordanow, który aż dwa razy przyjął poetów w ratuszu, nakarmił ich i zaprzyjaźnił się z nimi. Organizatorką Słowiańskich Spotkań Poetyckich jest Ełka Niagołowa, wybitna poetka, osobowość o wielkiej charyzmie, kobiecym uroku i wspaniałym zmyśle organizacyjnym. Oprócz specjalnego numeru literackiego kwartalnika „Znaki”, poświęconego gościom Festiwalu, wydała cztery wybory wierszy laureatom nagród Festiwalu (wśród których znalazła się i moja książka w języku bułgarskim), wybór wierszy Aleksandra Puszkina na 210 rocznicę urodzin poety oraz tom wierszy wybitnego poety bułgarskiego, Dimczo Debelianowa w tłumaczeniach na języki słowiańskie: czeski, polski, rosyjski, serbski, słowacki, słoweński chorwacki i macedoński. Na sesji poświęconej literaturze słowiańskiej podkreślano duży wkład kultury słowiańskiej, od czasów Cyryla i Metodego, do kultury światowej oraz przestrzegano przed globalizacją, która może być zagrożeniem dla kultur narodowych, dla narodowych języków i ich ubożeniem w kulturze. Globalizacja powstrzymuje w kulturach światowych kreatywnego ducha kultur narodowych. Globalizacja w obecnym wydaniu równa się amerykanizacji, która lansuje wulgarny materializm, dlatego trzeba zachować słowiański świat w kulturze światowej. Słowianie są ludźmi słowa, czyli najbardziej realizują się w słowie. Co tedy można zrobić dla wzajemnego lepszego poznawania słowiańskiej kultury i literatury?
W swoim wystąpieniu zaproponowałem realizację następujących kwestii:
1.       Wprowadzić słowiańskich twórców do szkolnych podręczników.
2.       Wprowadzić temat słowiański do telewizji i internetu.
3.       Organizować wystawy obrazów słowiańskich artystów-plastyków.
4.       Częściej organizować Słowiańskie Festiwale Poezji.
5.       Więcej tłumaczyć i więcej wydawać literatury słowiańskiej.
6.       Stosować tzw. miłość w dwie strony: dogaduje się dwóch świetnych poetów i tłumaczą nawzajem swoje wiersze, a następnie wydają je drukiem, każdy w swoim kraju.
Na razie z tych propozycji w czyn wprowadzono założenie internetowej strony literatury słowiańskiej.
Festiwal wzbogacili poeci-bardowie prezentując poezję śpiewaną: m. in. Władimir Stojanow z Bułgarii śpiewając własne wiersze oraz Natalia Barabanszczykowa z Mołdawii, która oprócz własnych wierszy prezentowała utwory Okudżawy, a także pieśni polskie, za co otrzymała I Nagrodę w kategorii Konkurs Pieśni Słowiańskich oraz Nagrodę Poezji dzisiaj.
Ujmujące były także wieczorne słowiańskie śpiewania w hotelu.
Reasumując: Festiwal Poezji Słowiańskiej w Warnie oceniam jako jedną z nielicznych najciekawszych imprez tego typu w świecie.
W dniach 6 – 10 czerwca w Twerze (Rosja) odbył się także I Festiwal Poezji Słowiańskiej, w 210 rocznicę Aleksandra Puszkina, wielkiego poety, przyjaciela Adama Mickiewicza. Głównym organizatorem imprezy był Sergiusz Gławiuk, poeta, tłumacz i redaktor poetyckiej serii „Z wieku w wiek”, w której dotąd ukazały się antologie poezji słowiańskiej, m. in. białoruskiej, słoweńskiej, serbskiej, a w przygotowaniu jest antologia poezji polskiej. Festiwalowi patronowali: Rosyjskie Ministerstwo Kultury oraz Wydział Kultury miasta Twer, znanego z bogatych tradycji kulturalnych: w jego okolicach czasowo przebywał Aleksander Puszkin, a w samym mieście m. in. Maksym Gorki i jego nazwisko nosi biblioteka wojewódzka. Prócz poetów rosyjskich przybyli twórcy z Serbii, Czarnogóry, Słowenii, Czech, Ukrainy i Polski. Festiwal rozpoczął się inauguracją Dni Puszkina w miejscowości Bernowo, niedaleko Tweru, gdzie około roku (1828) przebywał twórca „Eugeniusza Oniegina”, na którą przybyło wielu wybitnych artystów, poetów, animatorów kultury, młodzieży i miłośników poezji oraz gubernator obłasti (odpowiednik naszego województwa). Czytano wiersze Puszkina w przekładach na języki słowiańskie, występowały zespoły pieśni i tańca, kostiumowi bohaterzy bajek poety. Następnego dnia odbyła się dyskusja przy okrągłym stole o roli i zadaniach słowiańskiej kultury we współczesnym świecie, prezentacje osiągnięć wydawniczych poszczególnych krajów słowiańskich oraz spotkanie studentów z tłumaczami poezji rosyjskiej. Duże wrażenie wśród zebranych zrobiło nasze Pismo, Poezja dzisiaj, edytorsko i programowo. Pięknym gestem organizatorów była wycieczka do Ostaszkowa na obchody odpustu na cześć odkrycia zwłok św. Nila, który w II połowie XVII wieku przybył na tereny Ostaszkowa i pomagał leczyć choroby trapiące rybaków, odgadywał też ludzkie grzechy, dlatego uważa się go za równego świętym, m. in. dlatego, że odnalezione po latach jego zwłoki  nie były tknięte rozkładem. Dla mnie pobyt w Ostaszkowie miał wagę szczególną, czemu dałem wyraz w napisanym na gorąco poetyckim szkicu, który zamieściłem w tym numerze Pisma. Zakończenie Festiwalu miało miejsce w sali filharmonii, gdzie odbyła się ceremonia wręczenia nagród twórcom za upowszechnianie poezji słowiańskiej, przyznanych przez międzynarodowe jury. Festiwalowi towarzyszyło duże zainteresowanie medialne: na bieżąco informacje i wywiady zamieszczane w ogólnorosyjskiej prasie, radiu i telewizji.

Obecny numer Pisma zawiera zaledwie cząstkowe pokłosie pofestiwalowych utworów niektórych twórców oraz ciekawy szkic pióra Andrzeja Kaliszewskiego (poety, krytyka, eseisty, doktora habilitowanego nauk humanistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim) o późnej twórczości Jerzego Harasymowicza, swojego czasu jednego z kultowych poetów pokolenia Współczesności. Jest też dyskurs starych z młodymi o dzisiejszym życiu literackim oraz suplement poetycki Juliusza Erazma Bolka, redaktora naczelnego Pisma Studenckiego Enigma, poety znanego z niekonwencjonalnych sposobów prezentowania swoich wierszy. Zapraszam do lektury

 

                       Aleksander Nawrocki

spis treści