knigi
anima

 

Drodzy czytelnicy i miłośnicy poezji

 

nr 88

Wigilia

Wieczór, na który się czeka, który jest sednem relacji międzyludzkich: kochaj bliźniego jak siebie samego. To krótkie zdanie zrewolucjonizowało psychikę człowieka,  odmieniło społeczeństwa,  systemy, obaliło mocarstwo, oparte na niewolnictwie. Nie wymyślił go żaden władca, a było wielu wybitnych, żaden filozof ani kapłani ówczesnych religii, lecz lokalny wieszcz w lokalnym kraiku na kresach Rzymskiego Imperium. Urodził się, żeby z człowieka wypędzić wilka, uświadomić mu, że zamiast miecza może w ręku trzymać gałązkę oliwną. Uczył także trudnej sztuki – przebaczania: „zbaw nas złości”, nie zawahał się obiecać skruszonemu łotrowi wejścia do królestwa niebieskiego. Objaśniał, jaką wagę ma  sumienie; prawo może cię uniewinnić, sumienie – nigdy, będzie z tobą do końca życia. Za to wszystko skazali Go na śmierć słudzy dogmatów i na świeckiej władzy wymogli podpisanie wyroku. Bez wyrzutów sumienia. Honorem uniósł się tylko Judasz. Oszukany zrozumiał swój postępek. Sumienie nie pozwoliło mu dalej żyć. Nie znał jednak wszystkich wielkich cech nauk swojego mistrza, rozumiejącego meandry życia, m. in.  odkupienia. W czas próby zaparł się Go Piotr, którego nazywał opoką, a Paweł – właściwy twórca Kościoła, zaczął od bezwzględnego prześladowania wyznawców nowej wiary. Potem ci dwaj zmienili „oblicze tej ziemi”.  I chociaż po Golgocie świat poszedł swoją drogą, ale już inaczej. A wszystko zaczęło się w Betlejem, „nie bardzo podłym /w znaczeniu – byle jakim/ mieście, narodził się w ubóstwie, Pan wszego stworzenia”. A to oznacza, że cudowne światło błogosławieństwa i zbawienia promieniuje z dołu, nie z góry. Góra broni się przed nim –Herodem. Ci, co próbowali Go odrzucić, wskrzeszali na nowo bezrozumną butę Aleksandra Macedońskiego, który świat poznawał  i podporządkowywał sobie  poprzez miecz, pozwalali na istnienie upiornych morderców: Czyngis-chana, Timura, Stalina, Hitlera. Bez Niego można być tylko człekokształtnym stworzeniem. Albo potworem.  Ale nie należy Mu służyć fałszywie, padać na kolana, a biczować tych, co nie chcą rzucać kamieniami w Magdalenę. Tacy hiperpoprawni zwykle nie widzą belki w swoim oku, za to chętnie źdźbło w cudzym.  Jego nauk do końca nikt nie jest w stanie poznać, a jeszcze trudniej w całości je przestrzegać. Ale jest wybaczanie. Według staropolskiego zwyczaju w wigilię wybacza się, czego symbolem jest dzielenie się opłatkiem.
Wigilia. Bliska wierzącym i niewierzącym w Niego. Jej czarowi ulega się bezwiednie; największemu świętu ludzkiej duszy. Bo jest ona oczekiwaniem, nadzieją i rodzinnym ciepłem, zbrataniem się: wszystkich z wszystkimi. Kto w niej nie uczestniczy, ma okaleczoną duszę, skazuje się na samotność.
Wiedział o tym nasz ksiądz Jan Twardowski, który nie w dogmatach, a w życzliwości, dziecięcej ufności, i naturalności upatrywał dróg do Niego.

Aleksander Nawrocki        

Aby kupić najnowszy numer Poezji dzisiaj kliknij TUTAJ. 

Wigilia w wierszach

Jan Rychner
Warszawa

         Święta Noc

W kołysce pachniało sianem,
na sianku dziecko się promieni,
dłonie Matki dobrocią owiane
i całą tęsknotą ziemi.

A nad głową rozgwieżdżone niebo
posypuje drogę blaskiem do stajenki,
przybywają strudzeni wędrowcy
niosą w dłoniach Anielskie iskierki.

A wyżej pod milczącą strzechą
szepce koncert świerszczy i owadów,
i modli się nocy echo
w sercu Bożego sadu.



Stanisław Nawrocki
Płock

       konterfekt wigilijny

ta noc
jak prospekt z wycieczki
cała w emocjach

za oknem
wiatr patroluje ulice
przed chwilą zastygły tam
twoje kroki
lub tylko rozchełstana wyobraźnia
domaga się cudu

przyjdź

do stołów cię proszą ostatni z szeregu
zawsze byłeś najbliższy
tym którym od wieków
jedynie krzywdy
dochowują wierności
w tę noc
wszyscy oczekiwaniem –
z tobą przełamać się chcą
wątpliwościami

przyjdź
nikt nie poskąpi ci tutaj
ni pieśni ni chleba
ni gwoździa ni krzyża



Adam Lizakowski
Chicago

            Wigilia 2010

Gdyby wyrosły mi skrzydła srebrne
Gdybym zarzucił na ramiona włosy blond
Dal sie uwieść zielonej gałązce, jej piękności
I stopniał jak wosk od boskiego blasku
Wciąż byłbym dwunastoletnim chłopcem
– przysięgam

Co łapczywie patrzy na pasterzy w noc wigilijną
W kościele św. Antoniego w Pieszycach
Na wełniaste owce i mleczną krówkę
Matkę Boską I Józefa stojących nad
Kołyską Jezusa dopiero co narodzonego
Przysięgam

Witaj tryskająca nadziejo – wodo życia
Narodzona w stajence, pasterska ręka podana
Niech beczą kozy, niech dzieciątko kwili
Niech pasterze grają na fujarkach, niech gwiazda
Betlejemska wszystkich prowadzi, on jest miłością
Przysięgam