anima

 

 

Drodzy czytelnicy i miłośnicy poezji

 

Nr 149

Najpierw trochę o sobie, czego nigdy dotąd nie robiłem. Kiedy swojego czasu zdawałem na filologię polską (Uniwersytet Warszawski), ze zdziwieniem zauważyłem, że siedzące obok mnie kandydatki (warszawianki – jak się później okazało) w swoich pracach pisemnych robią kardynalne błędy ortograficzne. Zwróciłem im na to uwagę. Poprawiły. Po pisemnym miałem parę dni do ustnego, więc pozwiedzałem giełdy na inne fakultety i po wiedzy zdających na nie zorientowałem się, że z powodzeniem mógłbym zdawać również na historię i filologię rosyjską, a to dzięki moim wykładowcom: znakomitej polonistce, Janinie Grabowskiej, historykowi Warmuzińskiemu i rusycyście, Andrzejowi Lewandowskiemu (w LO, do którego miałem 7 km: wiosną i jesienią na rowerze, zimą rower na mnie). Podczas zdawania egzaminu ustnego tylko ja znałem tytuły pism literackich i co w środku – też. Egzaminatorzy w połowie przerywali mi wypowiedzi. Na pytanie dlaczego, odpowiadali: pan i tak wie więcej niż trzeba. Zdziwiłem się, że ja – z odległej prowincji – wiem, a pozostali, z renomowanych szkół warszawskich – dukają i nie znają pism literackich. A jednak jesienią spotkałem się, razem z owymi „dukatami-dukaczami” na wydziale. I wtedy, gdy trzeba było coś ustalać z opiekunem roku – delegowano zawsze mnie. Studiami rozczarowałem się, bo zamiast własnego zdania trzeba było mieć cudze. A kiedy przyszedł czas zgłoszenia tematów prac magisterskich, wszyscy zgłosili ambitne, tylko ja – o Czesławie Miłoszu (rok 1964) i od razu odsunęli się ode mnie wybitni profesorzy. Jednak swojego dopiąłem, pracę obroniłem i – zostałem bezrobotny, a moi współkoledzy i współkoleżanki, od błędów ortograficznych i niewiedzy co do pism literackich, zaczęli robić kariery: naukowe, polityczne, etc. Kiedy Miłosz został Noblistą, z miejsca zaprzyjaźnili się z nim ci, którzy jeszcze niedawno nazywali go zdrajcą. Ja uznałem, że byłoby nietaktem pokazywać Nobliście mój uniwersytecki dyplom ukończenia studiów z jego nazwiskiem i podkreślić, że byłem tym pierwszym w świecie, który miał odwagę. Jeszcze pomyśli, że ubiegam się o coś u niego. I Nie – zdecydowałem. Kiedy w r. 1990 upadła „Poezja”, nikt nie podał jej ręki. A kiedy w parę lat później powołałem do życia „Poezję dzisiaj”, ci, którzy upadającą poprzedniczkę nie podtrzymali, nagle hauknęli w stylu: jak śmiał! I w dodatku za swój sprzedany samochód. Wariat? Na ile mu to starczy?! Jeśli liczy na dotacje, to karty już rozdane. Oto skutki chodzenia własnymi drogami, zawsze pod górkę, ale satysfakcja – prawdziwa. Bo „takiż to świat! Niedobry świat!” Ale innego nie ma świata – zdaje się, że to Leśmian. A to co robię, mimo że często pod górkę, mam po rodzicach, którzy będąc bezdomnymi, w ciągu jednej nocy na pocarskim poligonie wojskowym w r. 1935 zbudowali stojący do dzisiaj dom. Obecne władze w atmosferze na pewno nagłośnionego skandalu kazałyby go rozebrać, tamtejsze jakoś nie. Podczas styczniowej ofensywy 1945 r., gdy naokoło paliły się wioski, do stojącego w szczerym polu naszego budynku między dwoma frontami, schroniło się wiele osób, ku zaskoczeniu i zdumieniu moich rodziców. Przeczucie podpowiada nam, że u Państwa przeżyjemy – mówili. Kule i bomby z obydwu stron przenosiły, a zrzucona na jego dach bomba przez radzieckiego lotnika nie wybuchła. Tamte chwile do dziś stoją mi przed oczami. A dom przetrwał wszystkie polskie pierestrojki i podobnie jak on przetrwa je także zostawiona samej sobie, czyli mnie, „Poezja dzisiaj”. I jeszcze dla dopełnienia spraw rodzinnych: podczas okupacji za udzielenie pomocy wysiedlonym mama siedziała w niemieckim więzieniu, a ojciec przez trzy lata był na przymusowych robotach u bauerów. Mną i młodszym bratem opiekowała się wtedy siostra mamy. Ale z tego powodu nie strugamy cierpiętników, żeby coś uzyskać od dzisiejszych władz i niczego nie oczekujemy. Odwaga pod prąd – to moja dewiza. Dlatego napisałem książkę „Jak zamordowano Imre Nagya / Dlaczego musiał zginąć?” w czasie, kiedy żadnemu z dziś mieniących się bohaterami, nawet przez myśl nie przemkło zająć się tym lub podobnym tematem.

I na zakończenie – w trosce o młode talenty trojgu wybitnym artystom, z sukcesami nie tylko w kraju, półsierotom – ufundowałem roczne niewielkie stypendia z własnej, również niewysokiej emerytury (2400 zł.) po tym, kiedy odmówili im pomocy ludzie bardzo zamożni oraz urzędnicy zawiadujący kulturą.

A teraz do rzeczy aktualnych.

Pomysł napisania „sprawozdania” z wydanych dotychczas numerów „Poezji dzisiaj” był mojej Żony, Pani Basi, za co przesyłam Jej podziękowania w Zaświaty. Wykonuję tedy Jej wolę. Otóż 1 numer Pisma ukazał się w roku 1998 i został przyjęty z radością przez poetów i czytelników. Żeby go wydać, rzeczywiście sprzedałem własny samochód. Na promocyjne spotkania przychodziło wiele osób: czytelników, twórców, osób ze świata kultury i sztuki. I sprzedawało się jednorazowo ponad 500 egzemplarzy aktualnych numerów. Napłynęło też wiele listów gratulacyjnych.

W r. 2000 Polski Komitet ds. UNESCO zaproponował mi, jako naczelnemu „Poezji dzisiaj,” organizowanie Światowych Dni Poezji. W latach 2001–2021 zorganizowałem dwadzieścia imprez tych ważnych dla polskiej kultury wydarzeń.

A w latach 2008–2021 trzynaście Festiwali Poezji Słowiańskiej. Wydałem również, przy pomocy Żony, 12 dwujęzycznych antologii poetyckich w serii MOSTY (Poezja łączy ludzi), m.in.: Warszawa – Ateny, Warszawa – Londyn, Warszawa – Mediolan, Warszawa – Wilno, Warszawa – Ryga, Warszawa – Sankt Petersburg, Warszawa – Grodno, Warszawa – Brześć, etc.

Współpracują z nami literackie środowiska Italii, Hiszpanii, Belgii, Londynu, Dublina, Niemiec, Grecji, Bułgarii, Węgier, Rumunii, Słowacji, Czech, Ukrainy, Białorusi, Rosji, Tatarstanu, Jakucji, Litwy, Łotwy, obydwu Ameryk, Australii, Wietnamu, Azerbejdżanu, Turcji, Kairu, etc.

W ramach wymiany „licencji poetyckich” ukazało się 20 książek poetyckich polskich poetów za granicą oraz 20 książek poetyckich poetów zagranicznych w Polsce.

20 poetów polskich na wniosek „Poezji dzisiaj” uhonorowano nagrodami Światowych Dni Poezji pod patronatem UNESCO, a 6 otrzymało od MKiDN odznaki – Zasłużony dla Kultury Polskiej.

10 tłumaczy literatury polskiej na wniosek „Poezji dzisiaj” zostało uhonorowanych nagrodami pieniężnymi przez Ministra Kultury.

Uczestnictwo w wielu prestiżowych międzynarodowych festiwalach poetyckich.

Część numerów „Poezji dzisiaj” wydano w języku polskim, angielskim, rosyjskim, niemieckim, greckim, hiszpańskim.

Wylansowanych zostało wielu poetów, w tym kilkunastu na skalę międzynarodową: m.in. poprzez uhonorowanie ich nagrodami Światowych Dni Poezji.

Upowszechniono twórczość poetów emigracyjnych w Polsce.

Poprzez wydawanie suplementów wraz z „Poezją dzisiaj” umożliwiono zaistnienie książek poetyckich współczesnych twórców w dystrybucji.

Wylansowano LiryDram – kwartalnik literacki.

Zaprezentowano twórczość wielu prężnych środowisk krajowych.

Wydano kilkanaście numerów monograficznych, m.in. Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Leśmiana, Przybosia, Herberta, Różewicza, Szymborskiej, Miłosza, a także numery z poezją: Aborygenów, poetów angielskich, amerykańskich, francuskich, węgierskich, rosyjskich, litewskich, łotewskich, jakuckich, greckich, bułgarskich, rumuńskich, serbskich, macedońskich, włoskich, niemieckich, hiszpańskich, białoruskich, ukraińskich, tureckich, tatarskich, etc.

Na łamach „Poezji dzisiaj” przedstawiono sylwetki twórcze wielu poetów współczesnych wraz z krytycznym omówieniem ich dorobku.

Organizowano sesje i dyskusje nad stanem literatury, czytelnictwa, w obronie polskiego języka.

Wystosowano wiele apelów do władz o ratowanie polskiej kultury.

W podsumowaniu o najważniejszym – jaką poezję preferujemy? Oryginalną, zindywidualizowaną, nie nauczoną z poetyckich lektur. Czyli wrażliwość + „odpowiednie dać rzeczy słowo” przede wszystkim, wyobraźnia i osobowość, niepowtarzalna, twórcy. Jan Kochanowski ujął to tak: „Ja inaczej nie piszę, jeno jako żyję”. Naszą misją, Pani Basi i moją, były przy redagowaniu każdego kolejnego numeru, wyprawy Argonautów – po złote runo, Wasze wiersze. Niełatwą drogą. Często przez zasadzki, niebezpieczeństwa i sytuacje, kiedy jesteśmy zdani tylko na samych siebie. Kontynuuję tę podróż, zdany teraz już tylko na siebie, lecz cały czas uważam, że humanistyka winna być czytelna. Najtrudniej pisać jasno, w sposób zwarty, bez kamuflaży…

PS. „Poezja dzisiaj” gości na wystawach wielu międzynarodowych festiwali poetyckich i robi wrażenie. Na jednym z nich, przeglądając jej trójjęzyczne edycje poeci z USA oświadczyli: nas nie stać na wydawanie takiego Pisma.

 

Aleksander Nawrocki